Dyktatura ciemniaków

Czekam, aż ktoś młody, wykształcony, ze światłej części społeczeństwa, na której kompleksach żeruje partia Tuska, nazwie „ciemniakiem” i „pisowskim oszołomem” profesora amerykańskiego uniwersytetu, światowej sławy specjalistę współpracującego m.in. z NASA czy z Boeingiem.

Prof. Wiesław Binienda przyjechał do Polski, aby dyskutować o stanie badań nad katastrofą smoleńską. Jego symulacje, które zakwestionowały praktycznie wszystkie istotne ustalenia raportu Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pod przewodnictwem Jerzego Millera, zostały poddane weryfikacji innych światowych profesorów i uzyskały ich aprobatę. W Polsce także nikt nie zakwestionował wyników badań prof. Biniendy, bo… za bardzo nikt nie chciał się z nimi zapoznać (mówię tutaj o członkach komisji Millera, którzy chyba czują, że jak tak dalej pójdzie, to wszyscy prędzej czy później wylądują w więzieniu). Jak wiadomo, w katastrofie lotniczej 10 kwietnia 2010 r. na terenie Rosji zginął polski prezydent oraz 95 osób, w tym pełniące kluczowe funkcje w państwie. Zbadanie przyczyn katastrofy jest racją stanu, a kłamanie lub zacieranie śladów w tej sprawie – poważnym przestępstwem.

Zamiast dyskusji pogarda

Skąd wiemy, że na pewno Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) pod przewodnictwem gen. Tatiany Anodiny i komisja Millera kłamią?

Według MAK-u i Millera brzoza ścięła skrzydło, a następnie samolot cudem „przeniknął” przez kolejne drzewa, nie naruszając ich. Jak wynika z raportu MAK-u, po oderwaniu skrzydła samolot wzniósł się do góry z mocą kilkakrotnie wyższą od technicznych możliwości nie tylko tego, ale i wszystkich innych znanych ludzkości samolotów mających obydwa sprawne skrzydła. Przy podanych przez Rosjan i komisję Millera parametrach lotu samolot w zderzeniu z ziemią powinien był się rozpaść najwyżej na trzy części, a nie na setki tysięcy kawałków. Podbrzusze samolotu – dolna część kadłuba – na zdjęciach po katastrofie jest odkształcona na zewnątrz. Nie można tego inaczej wytłumaczyć, jak tylko wybuchem. To oczywiście nie musiał być wybuch bomby, tylko np. paliwa, ale wybuch musiał być. Nawet z oficjalnych dokumentów MAK-owskich wynika, że komputery pokładowe zarejestrowały dwa wstrząsy. Jak pamiętamy, Anodina nie zaszczyciła swoim komentarzem tych istotnych danych zawartych w dokumentacji. 

Prof. Binienda udostępnia wyniki swoich badań. Każdy naukowiec mógłby stanąć w szranki, aby te wyniki zakwestionować na gruncie naukowym, ale jakoś nic takiego się nie dzieje. Mało tego. Coraz więcej ośrodków naukowych w Polsce przyznaje profesorowi rację. Raport prof. Biniendy całkowicie ośmiesza i dyskredytuje zawodowe umiejętności wszystkich członków polskiej komisji Millera. Ale za nimi stoi machina władzy. Ich pogarda i arogancja musi mieć solidne umocowanie. Nie mogąc zaprzeczyć wynikom badań prof. Biniendy, próbują podważać ich wiarygodność lub zdyskredytować samego profesora. Przyciśnięci do muru przyznają, że tych badań w ogóle nie znają, bo… to ich nie interesuje! Wykonali swoją robotę i teraz zajmują się czymś innym dla polskiego lotnictwa. Jeśli z takim samym profesjonalizmem, to raczej nie jest to dobra wiadomość dla polskich pasażerów, którzy chcieliby czuć się bezpiecznie (chyba że u niektórych miłość do Tuska silniejsza jest nad życie). 

Ryzykowanie życia

Tak więc nikt ze strony rządowej nie chce rozmawiać z prof. Biniendą na argumenty, ale za to pod jego adresem płynie szeroka fala wyzwisk, chamstwa i pogróżek. Polityka miłości Słońca Peru i zaprzyjaźnionych mediów, która zaowocowała mordem politycznym w Polsce – dosięgnęła także profesora, który zaskoczony stopniem agresji, stara się wytłumaczyć establishmentowi, że jest przecież naukowcem i jego zadaniem jest przedstawienie wyników swoich prac. Jak sam stwierdza, napływają fale obraźliwych SMS-ów w stylu „Już Ty w Polsce kariery nie zrobisz”. Można się bać, zwłaszcza że prof. Kazimierz Nowaczyk, który mówił o dwóch eksplozjach w samolocie, po powrocie z jednej z konferencji zapadł na dziwną chorobę i ledwo uszedł z życiem. Dlatego prof. Binienda – całkiem słusznie – chodzi po Polsce z obstawą, a i tak każdy rozsądny człowiek boi się o jego życie. W naszym „demokratycznym” i „suwerennym” kraju jest to najlepsze świadectwo… no właśnie, czego? Kogo mógłby się bać profesor? Oczywiście rosyjskich służb („światli” uśmiechają się z przekąsem), agentury rosyjskiej w strukturach państwa polskiego, może jakiegoś chorego z nienawiści i nakręconego przez media szaleńca, który chciałby uwolnić Polskę od „pisowskiego oszołoma”. 

Dwie rasy

Dyktatura ciemniaków trwa w najlepsze. W tej dyktaturze tylko „oszołomy” nie wykluczają zamachu. W tej dyktaturze Polaków podzielono na dwie rasy. Rasę ludzi i rasę podludzi. Ludzie mogą wszystko, podludzie prowokują samym istnieniem. Profesor może być ciemniakiem (jeśli tylko uda się skojarzyć go z PiS-em), a żul spod budki z piwem – autorytetem (jeśli tylko poprze Tuska). Poseł może bezkarnie napaść na dziennikarza podczas pełnienia obowiązków służbowych, publicznie obrzucić go stekiem wyzwisk i zaatakować fizycznie, a jego agresja znajduje zrozumienie wśród „autorytetów” polityki i prorządowych mediów. Tego, z czym profesor nagle się zetknął, my tu, w Polsce, doświadczamy od lat. Zapytany, jak myśli – skąd to chamstwo się wzięło w naszym kraju – odpowiada z bolesnym uśmiechem: „ryba psuje się od głowy”. 

Cały świat jest przekonany, że polski prezydent zginął, bo pijany generał naciskał na niedouczonych pilotów. Nawet zaprzyjaźnieni z nami Węgrzy, którzy interesują się naszym losem, też nie słyszeli o innych wersjach zdarzeń. W świat skutecznie poszedł kłamliwy komunikat o przyczynach katastrofy. Osłaniany przez zaprzyjaźnione media premier Tusk wolał jeździć na nartach, niż prostować kłamstwa Anodiny. I nic się nie zmieni, jeśli my tego nie zmienimy. Pojawia się niepowtarzalna okazja, by dotrzeć do zagranicznych dziennikarzy z informacją na temat katastrofy. Mamy prawo w pokojowy sposób upominać się o najważniejsze sprawy. Dlatego kto żyw powinien drukować transparenty po angielsku i rosyjsku i iść na lotnisko, kiedy przyjeżdżają ekipy sportowców, stanąć przed wejściem na stadion przed ważnym meczem i próbować dotrzeć z informacją – zwłaszcza do mediów. Że domagamy się międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. Ciemniaki będą ujadały, prosiły, groziły. A my kierujmy się zdrowym rozsądkiem i róbmy swoje…

Dyktatura ciemniaków trwa w najlepsze. W tej dyktaturze tylko „oszołomy” nie wykluczają zamachu. W tej dyktaturze Polaków podzielono na dwie rasy. Rasę ludzi i rasę podludzi. Ludzie mogą wszystko, podludzie prowokują samym istnieniem. Profesor może być ciemniakiem (jeśli tylko uda się go skojarzyć z PiS-em), a żul spod budki z piwem – autorytetem (jeśli tylko poprze Tuska).

Autor: Ewa Stankiewicz
Gazeta Polska Codziennie. nr 218 – 28.05.2012

powró do strony głównej

Dodaj komentarz (będzie widoczny po zatwierdzeniu)

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s