Moje poglądy to żyć w normalnym kraju

Moje poglądy to żyć w normalnym kraju

Można być pasożytem żerującym na społeczeństwie i podawać się za elitę. Ale wierzę, że w ludziach zwycięży zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy – mówi Ewa Stankiewicz, reżyser filmowy, prezes Stowarzyszenia Solidarni 2010.

„Nie opuszczaj mnie” to ostatni film fabularny, jaki Pani zrobiła. Będzie jakiś dalszy ciąg?

Bardzo bym chciała. Ale na to potrzeba dużych pieniędzy. W tej chwili drzwi do nich są przede mną raczej zamknięte.

Taka deklaracja w ustach twórcy brzmi naprawdę przygnębiająco.

W Polsce nie ma wolności przekonań ani poglądów. Istnieje tylko fikcja demokracji i wolności słowa.

Nie ma też wolności twórczej?

Jeśli brać pod uwagę, że twórczość finansują czy dotują instytucje państwa, to jest ona w dużej mierze ograniczona. Wystarczy przykład pięknego filmu Jerzego Zalewskiego „Historia Roja”. Są kłopoty z produkcją i nie wiadomo, czy w ogóle wejdzie na ekrany. To najlepiej pokazuje, jak fikcyjne jest u nas pojęcie wolności twórczej.

Dyplomatycznie przywołała Pani przykład filmu Zalewskiego. A co z „Nie opuszczaj mnie”? To film z roku 2009. Gdzie można go dzisiaj po prostu obejrzeć?
Robiłam ten film przez kilka lat. Dość długo zbierałam fundusze. Ostatnie pieniądze pochodziły z TVP, bo wcześniej dostałam środki z konkursów scenariuszowych w Niemczech i Francji, telewizji ARTE i ZDF. Na ogół, muszę przyznać, ta droga zdobywania pieniędzy jest odwrotna. Muszę tu oddać honor Polskiemu Instytutowi Sztuki Filmowej, który od początku był dla mnie wsparciem.

Film udało się wyprodukować, a dystrybucja? Głośna była odmowa rozpowszechniania Pani obrazu przez „salonową” firmę Gutek Film.

Właściwie aż nie chce mi się o tym mówić. Porażka… Tu nie chodzi tylko o Gutka, również o późniejszego dystrybutora. Brak normalnych kopii, jest tylko kilkanaście krążków blue-ray, takiego trochę lepszego DVD. Film trafił do kilkunastu kin, które często nie zachowują parametrów technicznych na odpowiednim poziomie. A przecież dostał nagrodę za piękne zdjęcia. Tylko że widzowie nie mogą tego zobaczyć. Moim zdaniem takie projekcje bardziej szkodzą, niż pomagają. Nie ma żadnej promocji. Naprawdę, trudno mi o tym mówić…

Nie sądzę, by to był przypadek. To przecież film Ewy Stankiewicz, która w debacie publicznej opowiedziała się po złej stronie.

Nie oczekuję żadnych dodatkowych forów, ale też ekstra kary za to, co robię poza swoją twórczością. Chciałabym móc stanąć ze swoim filmem w otwarte szranki przed publicznością. Niestety, w tej chwili to niemożliwe.

W Polsce Anno Domini 2011, będąc osobą uczciwą i jasno deklarującą poglądy, wybudowała sobie Pani jednocześnie tamę przed karierą filmową.

Kariera reżysera naprawdę nie jest moim priorytetem. Są rzeczy ważniejsze. A poglądy? Mam takie, że chcę żyć w normalnym, demokratycznym, europejskim kraju. Okazuje się, że wszyscy ci, którzy nie godzą się, by Polska była reżimowym, zniewolonym państwem, gdzie nagradza się odznaczeniem szefa BOR, który w oczach wielu Polaków współodpowiada za śmierć głowy państwa, gdzie obecny prezydent – jak słyszę – śmie robić awanturę zasłużonemu dla wolności księdzu Żarskiemu, bo nie podobało mu się jego kazanie – mają niewłaściwe poglądy. Takie standardy są mi obce. Chciałabym żyć w wolnym kraju. Za to płaci się u nas wysoką cenę.

Myśli Pani o sobie?

Nie o sobie. O ludziach, z którymi się spotykam. Są zwalniani z pracy, przebija się opony w ich samochodach albo bije ich dzieci, bo tata czy mama kandydują z PiS-u. Jeżdżę po Polsce i słucham wielu takich relacji. O prześladowaniach za patriotyczno-prawicowe przekonania. Jest przecież człowiek, Marek Rosiak z Łodzi, który zapłacił cenę życia, a jego kolega został ciężko ranny.

A nie zaczęłaby Pani zbierać funduszy na fabułę o Lechu Kaczyńskim? Człowieku, któremu chodziło o prawdziwą, wolną Polskę, jakkolwiek patetycznie to brzmi?

Przyznam, że już parę osób mnie o to pytało. Marzy mi się właściwie skonstruowana, zwarta fabuła z dobrym scenariuszem, o który u nas bardzo trudno. Nie chcę jeszcze mówić o temacie. Na to za wcześnie.

Sądzi Pani, że Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczypospolitej jest jakąś szansą dla naszej kultury? Na przywrócenie rzeczy ważnych, poważnych i wartościowych do zasadniczego obiegu?

Tam jest wielu wybitnych, utalentowanych twórców, którzy robią karierę w Polsce i na świecie. Ale problemem pozostaje opanowanie instytucji państwa przez mafię. Dla mnie PO to mafia. Dzięki swojej sile i wpływom nie dopuszcza do rozliczania aferzystów, pilnuje jedynie słusznej linii – według mnie to działanie mafijne. Tak dzieje się również w instytucjach kultury, wystarczy popatrzeć na TVP i Iwonę Schymallę, która pozbyła się wielu niewygodnych dziennikarzy. Ciężko się przebić, bo kultura to pieniądze. Również ta offowa, undergroundowa.

Czyli pesymistycznie? Jesteśmy skazani na pokątne, tanie produkcje raczej dokumentalne niż fabularne?

Wierzę, że niezależne filmy będą powstawać. Ja też, jeśli znajdę dobry scenariusz, zrobię taki film. Bez względu na to, czy dostanę jakieś urzędowe pieniądze. Nie da się zatrzymać społecznego ruchu, który się pojawił. Można tłamsić, karać, bić, wypuszczać kłamliwe informacje i manipulować ludźmi. Można być pasożytem żerującym na społeczeństwie i podawać się za elitę. To wszystko można, mając pieniądze, siłę i władzę. Ale wierzę, że w ludziach zwycięży zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy.

Oby to, o czym Pani mówi, sprawiło, że zaczną powstawać filmy o dzisiejszych Polakach: emigrantach, wykluczonych, zmagających się z biedą. A z drugiej strony o pustych konformistach czy prorządowych celebrytach.

Takich i innych. Brak dobrych filmów to w dużej mierze wina telewizji publicznej, która nie realizuje swojej misji. Mamy w Polsce duże grono znakomitych dokumentalistów. Pokolenie 30–40-latków. Kilkanaście osób na absolutnie światowym poziomie. Niewykorzystanie ich potencjału to wielki błąd i zaniedbanie. Powinno się ich motywować, wręcz wyrywać od nich kolejne dokumenty. Są wśród nich ludzie o różnych poglądach…

… to bardzo dobrze, bo może sprawić, że ich filmy będą ciekawsze.

Właśnie, ale niestety TVP – która powinna być ich mecenasem – wybiera seriale. Ci dokumentaliści raczej nie są bez pracy, ale zdecydowanie nie wykorzystuje się ich naprawdę wielkiego potencjału.

Jaki jest zamysł cyklu zatytułowanego „Lista pasażerów”, nad którym Pani teraz pracuje?

Wyszły z tego krótkie, kilkuminutowe filmy o miłości. Choć zamiar był inny. Chciałam pokazać ludzi, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. O czym marzyli, kim byli, jakie wartościowe i warte kontynuacji rzeczy robili dla Polski. A wyszły filmy o miłości silniejszej niż śmierć. Takiej, która pokazuje piękne więzi. Pani Wassermann, która wstydzi się opowiadać, jak bardzo płakała w pustej sypialni bez męża. Oprócz szacunku, miłości, przywiązania widać też namiętność, która do końca ich łączyła. Rodziny ofiar dają świadectwo stanu, który Janek Pospieszalski nazywa lejem po bombie. Nagle ci bardzo kochani, tworzący rodzinne życie, w ciągu jednej chwili znikają. Zostają wielkie dramaty i zdezorientowani najbliżsi. Z bólu i miłości czasem rodzi się nadzieja. Córka Macieja Płażyńskiego mówi: poradzimy sobie, w końcu mamy siebie i jako Polska też sobie poradzimy. Ból obezwładnia, ale też wyzwala determinację do działania.

Zapytam przekornie: a emisja cyklu „Listy pasażerów”?

Nie będzie nigdzie wyemitowany, to mogę panu zagwarantować. TVP pokazała z trudem kilkanaście filmików, upychając je w ramówce tak, że trudno było je zobaczyć. Może w internecie… Na razie na pewno nie w żadnej telewizji, ale prędzej czy później to się zmieni. Mamy nagrania dotyczące 30 postaci, połowę już zmontowaliśmy. Chcę zresztą dotrzeć do wszystkich, o ile się zgodzą. Wszyscy, którzy zginęli, z pewnością na taki portret zasługują. Jest np. bardzo piękny, ciepły portret Sebastiana Karpiniuka z PO. Nikt nie jest gorszy czy lepszy.

Kiedy skończy Pani ten cykl, czekam na fabułę o dzisiejszych Polakach.

Z domu wyniosłam ideały, że Polska jest pełna pięknych ludzi. Ale muszę przyznać, że rok od katastrofy smoleńskiej, który spędziłam pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, sprawił, że obraz moich rodaków mam o wiele bardziej trzeźwy. Zachowując świadomość, że byli tacy jak Roj czy rotmistrz Pilecki…

… mamy też takich, jak Jaruzelski, Kiszczak, Urban.

I to są też Polacy albo Pełniący Obowiązki Polaków – co nie jest żadną inwektywą, lecz terminem historycznym. Żyją wśród nas ich potomkowie. Jest wielu Polaków, którzy potrafią po śmierci prezydenta rozrywać żółtą kaczkę i krzyczeć „jeszcze jeden!”. Są ci tworzący media, które szczują, wzywają do nienawiści i wykonują agenturalną robotę, bardziej lojalni wobec Moskwy niż wobec Polski. Na robienie o nich filmu szkoda mi tracić czasu.


źródło: Moje poglądy to żyć w normalnym kraju

Autor: Rafał Kotomski
Gazeta Polska: Wywiady
Rocznik: Nr 27 z 5 lipca 2011

Dodaj komentarz (będzie widoczny po zatwierdzeniu)

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s