„My naprawdę jesteśmy bratankami. To nie jest jakieś puste przysłowie. Jest wspólnota mentalności, wrażliwości”

Fot. wPolityce.pl

Stefczyk.info, wPolityce.pl: Wzięła pani udział w Wielkim Wyjeździe na Węgry.
Wyprawa, mająca być wyrazem solidarności polsko-węgierskiej i poparcia dla rządu Wiktora Orbana, okazała się wielkim sukcesem. Co dla pani było w Budapeszcie najważniejsze? Co warto odnotować?

Ewa Stankiewicz, szefowa Solidarnych2010, dokumentalistka, w Budapeszcie gromadziła materiał do filmu o Węgrzech: Kilka rzeczy naprawdę mnie zaskoczyło. Po pierwsze, reakcja Węgrów. Widać było, że dla nich ta wizyta tysięcy Polaków była niezmiernie ważna. Byli wzruszeni, bardzo, bardzo wdzięczni. Płakali, mieli łzy w oczach, czasem nawet klękali przed polskimi flagami. Ustawili się w takim wielotysięcznym szpalerze, i oklaskiwali przechodzących Polaków. Te kilka tysięcy polskich flag idących w jednym pochodzie zrobiło na nich niesamowite wrażenie. Czuć było, że dla Węgrów, którzy wyszli w ten czwartek na ulice Budapesztu, to było coś niezwykle istotnego, że potrzebowali takiego wydarzenia.

Słyszeliśmy, że te gesty chwilami naprawdę mogły wręcz onieśmielić.

Widziałam też, że Węgrzy przynosili prezenty sami z siebie, nikt ich do tego nie wzywał, by okazywali wdzięczność, a jednak to robili. Widziałam, jak ktoś napisał list z krótkim przesłaniem: „Polak – przyjaciel”, i zostawia ze swoim adresem. Albo ktoś przyniósł tokaja. Inna scena: siedzi grupa Polek na murku, podchodzą Węgrzy, i pytają: czy wy jesteście Polkami? – Tak, jesteśmy. Na to Węgrzy ustawiają się rzędem, i śpiewają po polsku cztery zwrotki naszego hymnu, którego nauczyli się na tę okazję. Widać było, że to dla nich sprawa arcyważna. Na każdym kroku czuliśmy wdzięczność. Autentyczne emocje.

Ale ten wyjazd był też ważny dla Polaków, prawda?

Polacy byli bardzo zaskoczeni. Nie zdawali sobie sprawy, jak ten wyjazd będzie ważny dla Węgrów. Jak bardzo czekali nasi bratankowie na taki gest, jak bardzo tego potrzebowali.

W sytuacji często opresji zewnętrznej i raczej nieżyczliwego otoczenia, może to jest pomysł na współpracę narodów Europy środkowo-wschodniej? Takie bezpośrednie inicjatywy, współpraca z ominięciem tej czapy instytucjonalnej?

Rzeczywiście, przewijały się te słowa: „Wiosna Ludów”. To oczywiście łatwo wykpić, więc na początku podchodziłam do tego ze sporym dystansem. Ale po tym, jak usłyszałam to hasło z tak wielu ust, to sama się zastanawiam czy nie mamy do czynienia z rodzeniem się jakiegoś oddolnego, międzynarodowego ruchu społecznego. Bo międzynarodowa lewica jest bardzo zjednoczona, trzyma się razem, ma w ręku media i mówi jednym głosem. I być może odpowiedzią na to jest połączenie sił środowisk patriotycznych z różnych krajów. Sądzę, że coś takiego, być może, zaczęło się tworzyć na naszych oczach.

Polacy i Węgry są do tego wręcz powołani.

Dla mnie dużym zaskoczeniem było to, że ten wyjazd, który wydawał się taki jednorazowy, na chwilę, z intencją wsparcia, okazał się czymś więcej. Nagle znalazłam się w sztafecie współpracy polsko-węgierskiej sięgającej wielu pokoleń wstecz. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo jest to żywe. Pomoc węgierska w 1920 roku, czasy II wojny światowej, rok 1956, teraz Polacy w Budapeszcie. To wsparcie lokuje się na takiej osi czasu, która sprawia, że my naprawdę jesteśmy bratankami. To nie jest jakieś puste przysłowie, o tych bratankach, które dzieci przy piaskownicy powtarzają. W tym jest coś niezwykle realnego, żywego. Więź, autentyczna więź, przez nikogo nieinspirowana. Tam przecież ludzie do ludzi lgnęli.

To rzeczywiście nie jest tylko polityka, solidarność prawicy. Gdy się wysiada w Budapeszcie, to czujemy się jak u siebie w domu. Te narody czują świat podobnie. Słowacy są bliżej, a jednak tego nie czujemy.

Jest wspólnota mentalności, wrażliwości w przeżywaniu świata. Jakaś nutka nostalgii, trochę też wspólnota losów, historii, w sumie bardzo podobnej. Przecież Węgrzy też mieli rodzaj zaborów, też przeżyli komunizm, też nie mieli dekomunizacji, walczą dziś z postkomunizmem. I też mają media, wciąż, które wykpiwają, zwalczają wszystkie patriotyczne inicjatywy. To wszystko powoduje, że rozumiemy się naprawdę bez słów.

Wyjazd Polaków do Budapesztu był kolejną kartą tej historii. Do tego następne pokolenia też będą mogły się odwoływać.

Tak. W ciągu tych paru dni w Budapeszcie widziałam coś, o czym zazwyczaj czyta się w książkach historycznych.

ZOBACZ TAKŻE: nasza galeria – Polacy w Budapeszcie.

Sil

opublikowano: wPolityce, 18 marca 2012 roku, 23:50

Reklamy

One comment on “„My naprawdę jesteśmy bratankami. To nie jest jakieś puste przysłowie. Jest wspólnota mentalności, wrażliwości”

Dodaj komentarz (będzie widoczny po zatwierdzeniu)

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s